Ostatni audyt, jaki robiłem — warsztat samochodowy — wyszedł z 34 pozycjami na liście błędów. Strona na pierwszy rzut oka wyglądała nieźle: ładne zdjęcia, sporo tekstu na głównej. To jest właśnie problem z SEO — błędy rzadko widać gołym okiem, dopóki ktoś nie zajrzy pod maskę.
Poniżej piętnastka, która wraca w niemal każdym audycie, jaki robię — nieważne czy to gabinet, warsztat czy kancelaria. Nie w kolejności alfabetycznej. W kolejności tego, ile realnie kosztują.
Techniczne — bo blokują wszystko inne
Zacznę od tych, bo naprawa reszty nie ma sensu, dopóki te nie są odfajkowane. Brak lub zepsuty canonical — widziałem sklep, gdzie ten sam produkt w trzech kolorach walczył sam ze sobą o pozycję, zamiast się wzmacniać. Brak dane-strukturalne-schema , więc Google zgaduje, czym jest strona, zamiast wiedzieć. Fatalne core-web-vitals na telefonie — a to z telefonu przychodzi dziś większość ruchu, więc wolne ładowanie boli podwójnie.
Do tego dochodzą dwa klasyki po migracji strony: przekierowania łańcuchowe (jeden skok goni drugi, aż Google się zniechęca) i przypadkiem zablokowane indeksacja w robots.txt — ten drugi widziałem chyba w co trzecim audycie po zmianie strony. Ktoś zapomniał zdjąć blokadę z wersji testowej i pół roku później firma pyta, czemu nikt jej nie widzi w Google.
Treściowe — te, które bolą wolniej, ale głębiej
Identyczny meta title na dziesięciu podstronach. kanibalizacja-slow-kluczowych — dwie własne strony konkurujące o tę samą frazę, więc żadna nie wygrywa w pełni. Treść napisana pod Google, nie pod klienta, która brzmi jak wypełniacz, bo nim właśnie jest. Zerowa intencja-wyszukiwania — poradnikowy tekst wiszący pod frazą, pod którą ktoś już jest gotowy kupić.
Te błędy nie zabijają widoczności z dnia na dzień. Zabijają ją powoli, tak że nikt nie kojarzy spadku z konkretną przyczyną.
Nie wiesz, czy któryś z tych błędów dotyczy Twojej strony? Darmowy skan pokaże 5 najważniejszych problemów w minutę.
Lokalne — najtańsze do naprawy, najczęściej olewane
Zaniedbana wizytowka-google z godzinami sprzed dwóch lat. Niespójne dane firmy między stroną a wizytówką (nap-spojnosc — brzmi jak drobiazg, działa jak wyrwa w zaufaniu). Zero fraza-lokalna w treści, samo „usługi” bez słowa o mieście, w którym firma realnie działa.
To jest grupa błędów, którą najbardziej żal widzieć — bo naprawa większości z nich jest darmowa i zajmuje godzinę, a wisi tak latami. Chcesz zobaczyć, ile te błędy realnie kosztują w złotówkach, nie tylko w punktach audytu? Pobierz ranking wg kosztu.
Co naprawić w pierwszej kolejności
Gdybym miał jedną radę: nie zaczynaj od treści, chociaż to najbardziej kusi. Zacznij techniczne, bo bez tego reszta pracuje pod górkę. Potem lokalne — bo efekt widać w tydzień, nie w kwartał. Treści zostawiam na koniec celowo: wymagają najwięcej czasu, a dają najmniej natychmiastowej satysfakcji.
- ✓Techniczne błędy naprawiaj pierwsze — blokują efekt wszystkiego innego
- ✓Lokalne poprawki są zwykle darmowe i widać je w tydzień, nie w kwartał
- ✓Treść zostaw na koniec — wymaga najwięcej czasu, daje efekt najwolniej
- ✓Sprawdź robots.txt zaraz po każdej migracji strony — to jeden z najczęstszych, najdroższych błędów
Jeśli strona istnieje dłużej niż rok i nikt jej nie dotykał pod kątem SEO — prawie na pewno tak. W 34-punktowym audycie z przykładu wyżej firma działała dobrze operacyjnie, ale strona nikogo nie informowała, że w ogóle istnieje.
Rozjeżdża się mocno. Wizytówka Google — zero złotych, godzina Twojego czasu. Przebudowa struktury linków po migracji — praca dewelopera, kilka godzin. Dlatego priorytetyzacja w audycie ma sens: nie wszystko trzeba robić naraz.
Bezpłatny skan pokazuje 5 najważniejszych problemów w minutę, bez zapisów. Nie zastąpi pełnego audytu, ale da Ci wiedzę, zanim zapłacisz komukolwiek za cokolwiek.